Sublime Text: zwinny edytor kodu

okno programu Sublime Text

Rzadko piszę o zamkniętym oprogramowaniu jednak w przypadku Sublime Text warto zrobić wyjątek. Edytor ten to kawał porządnie wykonanej roboty, dzięki której i my możemy stworzyć coś ciekawego. Czym więc jest Sublime Text? Jak twierdzą sami autorzy jest to edytor kodu, znaczników i prozy. Jednak daleko mu do prostych narzędzi kojarzonych z systemowym notatnikiem. Jest to raczej prawdziwy kombajn, który mimo wszystko nie zniechęca mnogością opcji. Edytor obsługuje wszystkie popularne języki programowania i składnie, np.: C++, CSS, HTML, Java, Markdown, PHP, Python, SQL i wiele innych. Niestety oficjalnie dostępny jest tylko w angielskiej wersji językowej. Na dłuższą metę nie powinno to być problemem, bo podobno „najważniejszym językiem dla programisty jest język angielski”.

Sublime Text na zajęciach

Postanowiłem wykorzystać Sublime Text na zajęciach z projektowania stron internetowych, które prowadzę wśród studentów. Siłą rzeczy więc wykorzystujemy niewielki wycinek możliwości jakie oferuje edytor. Podczas kursu studenci poznają podstawy HTML i CSS, a na koniec tworzą własną stronę z wykorzystaniem tych technologii. Na początku wymieniamy cechy, jakimi powinien charakteryzować się dobry edytor HTML:

  • domykanie znaczników,
  • kolorowanie składni,
  • kodowanie polskich znaków w standardzie UTF,
  • kreatory ułatwiające generowanie części kodu,
  • sprawdzanie poprawności wygenerowanego kodu.

Sublime Text spełnia wszystkie te wymagania jak również oferuje dużo więcej.

Możliwości

Sublime Text to aplikacja wieloplatformowa, co jest szczególnie ważne w przypadku osób pracujących w różnych środowiskach. Co prawda większość moich studentów korzysta z systemu Windows ale ja sam preferuję Linuksa. Nie ma to jednak większego znaczenia bo program wygląda i działa tak samo na wszystkich obsługiwanych platformach (OS X, Windows, Linux). Edytor można pobrać i testować za darmo, jednak do profesjonalnego użytku wymagany jest zakup licencji. W tym momencie pojedyncza licencja kosztuje 80 dolarów, co nie jest zbyt wygórowaną kwotą.

Jeśli chodzi o interfejs użytkownika to program obsługuje karty, mini-mapę, edycję pełnoekranową, podświetlanie składni, oraz autozapis. Edytor obsługuje system wtyczek, które znacząco rozbudowują i tak już imponujący zestaw opcji. Aplikacja w dużym stopniu automatyzuje naszą pracę poprzez makra, snippety (fragmenty kodu), i domykanie znaczników. Dodatkowo, możemy skorzystać z narzędzia multiselect i jednocześnie edytować wiele fragmentów kodu. Działa to podobnie do „znajdź i zamień” znanego z edytorów tekstu (MS Word, LibreOffice Writer).

Na skróty

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że aplikacja pozwala pójść na skróty i oszczędzić sporo czasu przy pisaniu. I tak zamiast wpisywać ręcznie szablon dokumentu HTML wystarczy że:

  1. wybierzemy składnię HTML: myszką w prawym dolnym rogu lub wybierając Tools → Command Palette → Set Syntax: HTML
  2. wpiszemy początek tagu <html>, zatwierdzimy Enterem, i gotowe!

Swoją drogą warto bliżej zapoznać się z narzędziem Command Palette (Ctrl+Shift+P) bo to właśnie ono zostanie z nami na dłużej. Znajdziemy tam każdą opcję programu, wtyczki, snippety, itd. Nie pamiętasz w którym miejscu menu jest jakaś opcja? Wciśnij Ctrl+Shift+P i poszukaj. Przykładowo tworząc proste strony często musimy dodać jakieś fragmenty testu. Wyszukujesz „Lorem Ipsum”, zatwierdzasz Enterem, i „wypełniacz” wstawiony. Początkowo niektórzy kursanci zapominają o domykaniu znaczników. Można to zrobić ręcznie, ale można też skorzystać z automatyki. W przypadku Sublime Text odpowiednia opcja znajduje się tu: Edit → Tag → Close Tag. Albo jeszcze szybciej za pomocą klawiatury: Alt+.(kropka). To oczywiście nie koniec sztuczek ale na razie niech to wystarczy. Chyba nie muszę was dłużej namawiać. Zapraszam na oficjalną stronę projektu: https://www.sublimetext.com/ Happy coding!

Silence: prosty sposób na szyfrowane SMS-y

ikona silence

W erze komunikatorów sieciowych, takich jak Messenger lub WhatsApp, można zadawać sobie pytanie czy potrzebujemy jeszcze starego, poczciwego SMS-a. Według sporej części społeczeństwa odpowiedź jest oczywista: jasne, że tak! Pomijając jednak spory ideologiczne co jest lepsze, komunikator czy zwykły SMS, warto zwrócić uwagę na bezpieczeństwo takiego czy innego rozwiązania. W przypadku komunikatorów internetowych najlepiej po prostu wybrać ten, który oferuje pełne szyfrowanie naszych czatów i rozmów. Dobrymi przykładami są tu WhatsApp i Signal. A co jeśli nie chcemy bądź nie możemy korzystać ze wspomnianych aplikacji? Czasem tak prozaiczny powód jak brak połączenia z internetem może stanowić o wyborze komunikatora, a właściwie o braku tegoż wyboru. Na szczęście zawsze możemy wysłać SMS-a. Każdy smartfon po wyjęciu z pudełka od razu pozwala na wysyłkę wiadomości tekstowych. Innymi słowy, producent dostarcza nam domyślną aplikację do SMS-ów. I nie ma w tym nic złego. No może poza drobnym szczegółem: nasze wiadomości nie są w żaden sposób chronione przed niepowołanym dostępem. I tutaj pojawia się rozwiązanie tej niedogodności: Silence.

SMS-y zrobione dobrze

Silence to aplikacja przeznaczona na Androida, która potrafi w pełni zastąpić twoją domyślną aplikację do obsługi SMS. Apka jest rozwijana w ramach modelu open source co z pewnością ucieszy zwolenników wolnego oprogramowania. Niestety nie ma wersji na iPhone’a. Po zainstalowaniu Silence warto od razu uczynić ją domyślną aplikacją dla SMS (Ustawienia → SMS i MMS). Od teraz możesz z niej normalnie korzystać. Nawet jeśli twoi rozmówcy nie mają Silence to i tak wszystko będzie działać jak dawniej. Z tą różnicą, że SMS-y przechowywane są teraz w bezpiecznej bazie danych na urządzeniu. Dodatkowo możesz ograniczyć dostęp do twoich wiadomości ustawiając hasło (Ustawienia → Prywatność → Włącz hasło). Idąc o krok dalej, możesz zaprosić znajomych do pobrania aplikacji i cieszyć się pełnym szyfrowaniem waszych czatów. Silence działa bardzo intuicyjnie: jeśli wykryje, że obydwaj rozmówcy korzystają z aplikacji to pojawi się opcja przełączenia w tryb szyfrowany. Można też samemu wymusić tę opcję wybierając ikonę kłódki w widoku rozmowy. Pamiętaj jednak, że opcja nie zadziała jeśli twój znajomy nie ustawił Silence jako preferowaną aplikację do SMS-ów. Wówczas zobaczy on tylko nic nie mówiący ciąg znaków. Raz ustanowiona bezpieczna sesja może być w każdym momencie zakończona i/lub nawiązana ponownie. Wszystko odbywa się niewidocznie dla użytkownika więc nie ma obaw, że osoby mniej techniczne sobie nie poradzą.

Nowości związane z Silence znajdziesz na ich oficjalnym koncie na Twitterze oraz, co ciekawe, na Mastodonie. Polecam!

Mastodon: otwartoźródłowa sieć społecznościowa

tapeta mastodon

Mastodon to rozproszona sieć społecznościowa, która z wyglądu przypomina TweetDeck (jedna z aplikacji do obsługi Twittera). Obsługa również zbliżona jest do pierwowzoru. W przeciwieństwie jednak do Twittera, Mastodon to sieć zdecentralizowana, co oznacza, że dane użytkowników oraz ich wpisy przechowywane są na wielu serwerach. Każdy taki serwer określa się mianem “instancji”. Przypomina to trochę klasy i ich instancje znane z programowania obiektowego. Instancje wykorzystują otwartoźródłowy kod projektu i określają własne zasady użytkowania. Podobnie jak w innych sieciach społecznościowych użytkownicy mogą udostępniać wpisy (zwane “tootami”), określając przy tym ustawienia prywatności. Wpisy mogą być widoczne dla wszystkich (publiczne), w obrębie instancji, dla obserwujących lub dla konkretnego adresata (jak wiadomość prywatna). Każdy wpis może się składać z maksymalnie 500 znaków oraz multimediów.

Polska instancja Mastodona

Na głównej stronie projektu Mastodon odnajdujemy listę serwerów / instancji, do których możemy dołączyć. Niektóre z nich zrzeszają osoby o podobnych zainteresowaniach. Dodatkowo możemy wybrać instancje preferujące dany język.

Postanowiłem sprawdzić sieć w praktyce i założyłem konto na rodzimej instancji pod adresem: 101010.pl W chwili pisania tego posta z serwera korzysta poniżej 30 użytkowników. Mam jednak nadzieję, że liczba ta wzrośnie w najbliższym czasie. Sama rejestracja nie jest trudna i wymaga jedynie podania nazwy użytkownika oraz adresu email. Rzecz jasna należy ustawić także hasło. Na maila otrzymujesz potwierdzenie rejestracji i od razu możesz rozpocząć korzystanie z serwisu. Na początek dostajesz “follow” od administratora instancji a za jakiś czas zaczyna cię śledzić “Federation Bot”. Nic w tym dziwnego, bot jest tu po to aby użytkownicy różnych instancji mogli się nawzajem widzieć. Wracając do nazwy użytkownika: do wybranego przez ciebie nicka zostanie dołączony adres instancji. I tak np. moja pełna nazwa to: @michal@101010.pl

Korzystanie z serwisu nie powinno sprawiać większych trudności, bo i opcji nie ma zbyt wiele. Według mnie to akurat zaleta Mastodona. Jeśli masz jakieś doświadczenia z Twitterem to od razu poczujesz się jak w domu. Oprócz wspomnianego wcześniej limitu znaków (500) masz tu też hasztagi i możliwość śledzenia wybranych użytkowników.

Interfejs

Jeżeli do Mastodona logujesz się na zwykłym komputerze to zobaczysz układ kolumn podobny do tego z TweetDecka. Kolejne kolumny to: nowy wpis, strona główna, powiadomienia, i rozpocznij. Strona główna pokazuje aktywność użytkowników, których śledzisz. Ostatnia kolumna służy natomiast do wyświetlania lokalnej osi czasu, globalnej osi czasu, ulubionych wpisów, list, skrótów klawiszowych, wyników wyszukiwania oraz pojedynczych wpisów (wraz z komentarzami). Warto pamiętać, że lokalna oś czasu to inaczej wpisy użytkowników naszej instancji. W osi czasu federacji (globalnej) pokazują się wpisy zarówno lokalne jak i z innych instancji. Oznacza to, że użytkownik należy do tej samej instancji co my lub ktoś z naszej instancji go obserwuje. Ja traktuję oś globalną jako sposób na odnalezienie ciekawych kont. Musisz jednak pamiętać, że w osi globalnej nie zobaczysz wpisów wszystkich użytkowników Mastodona. I dobrze, bo raczej nie nadążyłbyś z czytaniem. Mimo wszystko, nazwa “Globalna oś czasu” może być na początku nieco myląca. Co do samych wpisów: możesz je tworzyć, podawać dalej, dodawać do ulubionych oraz na nie odpowiadać.

Jeśli chciałbyś przeglądać Mastodona ze smartfona czy tabletu to w zasadzie nie potrzebujesz żadnej aplikacji. Za sprawą PWA (progressive web apps) możesz dodać skrót do wybranej instancji. Skrót widoczny będzie jako osobna “aplikacja”. Jednak nawet bez skrótu możesz po prostu przeglądać wpisy z użyciem wybranej przeglądarki. W moim przypadku mobilna wersja Chrome sama zasugerowała dodanie skrótu do Mastodona przy pierwszej wizycie na 101010.pl. Serwis jest bardzo dobrze przystosowany do małych ekranów. Jedyna różnica względem wersji desktopowej to widok jednej kolumny w danym czasie. Kolumny możesz wybierać w górnym menu lub gestami (przesuwając palcem w lewo lub prawo). Dostępne są też nieoficjalne aplikacje na Androida, iOSa, Maca, Windowsa i Linuksa. W tym wpisie nie będę ich jednak omawiał bo dotychczas korzystałem wyłącznie z wersji webowej.

Na koniec warto wspomnieć o ustawieniach. Znajdziesz w nich edycję profilu, który znów łudząco przypomina ten z Twittera. I podobnie jak na Twitterze tak i tutaj możesz uczynić swoje konto prywatnym. Następnie możesz zmienić wersję językową serwisu, domyślną widoczność wpisów, dopasować powiadomienia, ustawić uwierzytelnianie dwuetapowe (2FA), eksportować swoje dane, a nawet zaprosić nowych użytkowników. Krótko mówiąc, jest tu wszystko co niezbędne. Co równie ważne, interfejs Mastodona został w pełni przetłumaczony na język Polski.

Do zobaczenia na Mastodonie! Obserwuj mnie tutaj: https://101010.pl/@michal

Solus: nowa jakość w świecie Linuksa

pulit Solusa

Od kilku miesięcy jestem zadowolonym użytkownikiem Solusa, dystrybucji wciąż świeżej i niezależnej, bo zbudowanej od podstaw. Na początek szczera uwaga: Solus gości na laptopie, ale na desktopie wciąż nie mogę się rozstać z Linux Mint. Siła przyzwyczajenia robi swoje. Jednak obserwując rozwój Solusa i mając z nim do czynienia przynajmniej przez kilka godzin tygodniowo również i moje przyzwyczajenia mogą się zmienić. Właściwie to nie mam już za bardzo argumentów przeciwko wykorzystaniu Solusa jako podstawowego systemu, no może poza lekkim brakiem czasu. Zatem co jest takiego wspaniałego w tym systemie? I co go wyróżnia na tle ‘konkurencji’?

Budgie

Budgie to autorski pulpit twórców systemu i stanowi jeden z jego najmocniejszych punktów. Pulpit jest ładny, szybki, kompatybilny z Gnome i jego aplikacjami, a przede wszystkim nie przeszkadza nam w wykonywaniu codziennych zadań. Budgie został wyposażony w prosty panel ustawień, który pozwala na zmianę motywu, czcionek, dostosowanie panelu, itp. Poza tym mamy do dyspozycji standardowy ‘panel sterowania’, taki sam jak w Gnome, więc bez problemu dostaniemy się do bardziej zaawansowanych opcji systemu.

Osobno wymienię Centrum Oprogramowania, które nawet w obecnej wersji jest bardzo intuicyjne. W przyszłości ma nawet obsługiwać paczki Snap. Póki co musimy się zadowolić ofertą oprogramowania dostępnego w repozytoriach dystrybucji oraz dodatkowo sekcją ‘3rd party apps’ (np. Chrome, Skype, Sublime Text, etc.) Jak na dystrybucję tak młodą: jest nieźle. Mi w każdym razie niczego nie brakuje jeśli chodzi o dostępność aplikacji.

Pozostałe zalety

Solus nie bazuje na żadnej popularnej dystrybucji, więc nie pokrył się jeszcze warstwą niepotrzebnych usług i pakietów. I oby ten stan trwał jak najdłużej. Dzięki temu jest niebywale szybki, nawet na kilkuletnim sprzęcie z dyskiem talerzowym.

System określany jest jako “curated rolling distro”, co oznacza, że jest to dystrybucja ciągła ze starannie przygotowanymi aktualizacjami. Instalujesz więc raz i masz ciągle aktualny system, bez konieczności instalowania nowej wersji np. co 2 lata (patrz: Ubuntu LTS). Aktualizacje pojawiają się średnio co tydzień, zazwyczaj w okolicach weekendu, co jest bardzo przyzwoitym pomysłem. Twórcy zadbali nawet o aktualizacje przyrostowe (delta updates) co wpływa na niewielki rozmiar pobieranych paczek i skrócenie czasu ich pobierania.

Od niedawna Solus obsługuje aplikacje rozprowadzane w formacie Snap. Co prawda na razie musimy korzystać z terminala aby zarządzać paczkami Snap, ale i tak daje to ogromne możliwości poszerzenia oferty dostępnego oprogramowania.

Wady

Jak wiadomo nie ma systemów idealnych. Solus też ma wady, choć jest ich stosunkowo niewiele. Pamiętam pierwsze wydania dystrybucji, których nie mogłem nawet zainstalować. A konkretnie: system się instalował, ale po restarcie już się nie uruchamiał. Jednak od tego czasu minął rok i twórcy zdążyli naprawić instalator. Wciąż nie jest to w pełni intuicyjny proces (partycjonowanie) ale przynajmniej działa.

Od początku istnienia Solusa bolączką była niewielka baza oprogramowania. Niektórym wciąż może brakować pewnych mniej popularnych aplikacji, ale przeciętny użytkownik nie odczuje różnicy po przesiadce z innej dystrybucji. System korzysta z własnego systemu zarządzania pakietami (eopkg) co samo w sobie może być uznane za wadę. Zwłaszcza jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do apt-a, dnf-a lub innych.

Na koniec wspomnę jeszcze o sterownikach urządzeń. Korzystam z urządzenia wielofunkcyjnego Samsunga, które pod Linux Mint działa poprawnie (druk + skan). Pod Solusem udało mi się jedynie uruchomić funkcję drukowania. Skanowanie z nieznanych mi przyczyn nie działa. W obydwu systemach instalowałem oficjalne sterowniki Samsunga. Żeby nie było, że nie ostrzegałem. Warto zawczasu sprawdzić czy nasz sprzęt będzie współpracował z Solusem.

Podsumowanie

To powiedziawszy (napisawszy?) myślę, że warto dać Solusowi szansę. Polecam go zwłaszcza osobom, którym znudziło się Ubuntu i wszelkie jego odmiany. Przez lata popularne dystrybucje ‘obrastały w tłuszcz’. Solus jest w tym gronie od niedawna i nie zdążył jeszcze ‘przybrać na wadze’. Będzie więc idealnym kandydatem zarówno dla bardziej wymagających użytkowników jak i dla tych mniej doświadczonych. Co istotne, system będzie pracować ‘zwinnie’ również na starszym sprzęcie.

PS. A już wkrótce powinny pojawić się nowe obrazy instalacyjne, oznaczone jako Solus 4. Zainteresowanych odsyłam na stronę projektu: https://solus-project.com/

Nie pozwól, aby rząd USA hakował nasze komputery

rule41-vpnmentor

W Stanach Zjednoczonych rząd chce użyć niejasnych procedur do zmiany federalnych przepisów zwanych artykułem 41- czyli radykalnie rozszerzyć swoje uprawnienia w kwestii hackingu. Zmiany artykułu 41 ułatwiłyby im włamywanie się do naszych komputerów i pobieranie danych oraz nadzór zdalny. Zmiany te mogą mieć wpływ na każdą osobę korzystającą z komputera z dostępem do Internetu w dowolnym miejscu na świecie. Będą one jednak mieć nieproporcjonalny wpływ na ludzi używających technologii do ochrony własnej prywatności, w tym sieci Tor i VPN. W Stanach Zjednoczonych Kongres ma czas tylko do 01 grudnia, aby powstrzymać wprowadzenie tych zmian. Musimy o tym mówić. Udostępnij ten post znajomym i na swoim blogu. Zwiększmy świadomość na temat zmian w artykule 41!

Czym jest artykuł 41 i jaki ma wpływ na Ciebie, mieszkającego poza Stanami Zjednoczonymi?

Artykuł 41 upoważnia sędziów magistratów federalnych do wydawania nakazów przeszukania i zatrzymania dla organów ścigania. Ale zawiera on jedną dość istotną wadę: wymaga od instytucji rządowych uzyskania nakazu od sędziego w jurysdykcji obejmującej miejsce, w którym ma się odbyć przeszukanie, za wyjątkiem pewnych, ograniczonych okoliczności. Poprawki do artykułu 41 w praktyce usunęły te ograniczenia, dzięki czemu rząd może teraz ubiegać się o nakaz przeszukania w jednej jurysdykcji, co pozwoli mu zarazem przeprowadzić  zdalne przeszukanie komputerów podlegających innej jurysdykcji prawnej. Opisywane zmiany miałyby zastosowanie w następujących przypadkach:

  1. Gdy ktoś używa “środków technologicznych” do ukrycia lokalizacji swojego komputera; lub
  2. W trakcie analizy botnetów, gdy zainfekowane komputery znajdują się w 5 lub więcej okręgach jurysdykcji.

50 różnych organizacji – w tym grupy interesu publicznego, dostawcy narzędzi prywatności i firmy internetowe – zjednoczyły ostrzegając głośno przed zmianami w artykule 41. vpnMentor w koordynacji z noglobalwarrants.org prowadzi globalne wysiłki na rzecz wycofania proponowanych zmian w artykule 41. Wprawdzie noglobalwarrants.org koncentruje się na obywatelach USA, zachęcając ich, aby skontaktowali się ze swoimi przedstawicielami w Kongresie, to jednak istnieje także globalna świadomość o wielkim znaczeniu, ponieważ rząd USA będzie również w stanie włamać się do komputerów użytkowników używających przeglądarki w sieci VPN lub Tor. To dlatego przetłumaczyliśmy oryginalne”wezwanie do działania” na 26 języków i podejmujemy ogromne wysiłki, aby rozgłosić je po całym świecie.

Co złego jest w artykule 41?

Zmiany przepisów może znacznie zwiększyć częstotliwość, z jaką organy ścigania będą włamywać się do komputerów użytkowników. To dlatego, że zmiany w artykule pozwolą prawie każdemu sędziemu magistratu federalnego w kraju na wydanie takiego nakazu. Organy ścigania mogą bez problemu znaleźć najbardziej przyjaznego im lub technicznie nieświadomego i niedoświadczonego sędziego w Stanach Zjednoczonych, który podpisze się pod tych niebezpiecznym nakazem.

Zgodnie z tymi zmianami przepisów, sędziowie w prawie każdym dystrykcie USA mogą upoważnić organy ścigania do zdalnego przeszukania lub włamania się do komputerów osobistych w przypadkach, gdy ich prywatność i lokalizacja ich komputera zostanie zamaskowana przez rozwiązania technologiczne. Oznacza to, że osoby najbardziej zainteresowane ochroną swojej prywatności mogą być także najbardziej narażone na konsekwencje zmiany w tym artykule.

W wielu przypadkach sędziowie będą prawdopodobnie nieświadomie akceptowali nakazy przeszukania komputerów znajdujących się na całym świecie, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, niezależnie od zabezpieczeń prawnych innych państw.

Zmiany w artykule 41 pozwolą również organom ścigania na zdalne przeszukiwanie tysięcy komputerów na podstawie jednego tylko nakazu, co stanowi naruszenie Czwartej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych i międzynarodowych praw człowieka.

Hacking, czyli ukradkowe włamywanie do komputerów, kopiowanie i usuwanie danych lub wykonywanie kodu może mieć poważne konsekwencje dla użytkowników i ich urządzeń. Agent rządowy może w rzeczywistości narobić więcej szkód dla komputerów niewinnych użytkowników podczas analizowania botnetu, niż sam botnet. Jeśli Kongres kiedykolwiek podejmie drastyczny krok w postaci zezwolenia na hacking przeprowadzony przez rząd,musi mieć zdefiniowane precyzyjne ograniczenia na temat dopuszczalnych okoliczności takiego działania i silne zabezpieczenia dla użytkowników postępujących zgodnie z Konstytucją Stanów Zjednoczonych oraz prawem międzynarodowym.

Jeśli Kongres USA nie podejmie żadnych działań, to ta nowa aktualizacja artykułu 41 po prostu wejdzie w życie w dniu 1 grudnia 2016 roku. Dlatego też musimy o tym mówić głośno i wymusić odrzucenie zmiany tego artykułu. Udostępnij ten post na portalach społecznościowych i na blogu.


 

Tekst pochodzi ze strony: https://pl.vpnmentor.com/blog/fight-rule-41/